Pierwszy rok dziecka jest niesamowity. Wszystko takie nowe i pierwsze dla naszego synka. Widział już po raz pierwszy śnieg, za kilka dni pierwsze Boże Narodzenie, nie tylko nowe dla Antka, ale również zupełnie inne dla nas, jako rodziców. Każdy, kto czekał tak jak my na dziecko, wie jak trudny to czas, zamiast cieszyć się tym świętem, my chcieliśmy to po prostu przetrwać, ani symbolika tych świąt, ani czas z rodziną, ani prezenty nie potrafiły uciszyć tęsknoty za tym małym, cudnym człowieczkiem. Ale już jest z nami i właśnie w Boże Narodzenie, w rocznicę naszego Bożonarodzeniowego Cudu, odbędzie się Chrzest Święty Antka. Szykujemy się więc na święta podwójnie. Właśnie rodzice chrzestni dostarczyli strój, pasuje do jego przewrotnego charakterku jak ulał;) Nie chcieliśmy takiego typowego białego wdzianka, ani tradycyjnego niebieskiego dla chłopca. Postawiliśmy na szarość. I myślę, że to strzał w dziesiątkę, strój bardzo nam się podoba. Tort też już zamówiony, trzymając się konwencji będzie biało-srebrny. W środku wiśnie z cynamonem, bitą śmietaną i biszkoptem, a na zewnątrz marcepan. Ten dzień spędzimy u teściów, całą rodziną i tym razem nie mogę się już doczekać:) Jestem ciekawa, jak będzie w kościele, jak młody zareaguje na większą ilość osób przy świątecznym stole i na świecącą choinkę. Tyle wrażeń!
Młody ubrany, mąż, jak to facet zawsze w szafie ma garnitur, tylko matka nie ma się w co ubrać, więc teraz mój czas. Uciekam na zakupy, musi być wygodne, ładne, trochę eleganckie i przede wszystkim rozpinane;)
sobota, 14 grudnia 2013
sobota, 23 listopada 2013
2 miesiące
Aż i dopiero dwa - tyle miesięcy ma nasz synek. Zleciało migiem, dzień niby podobny do dnia: karmienie, przewijanie, spacer, spanie... , ale każdy kolejny z Antkiem jest cudowny, mimo zmęczenia, niewyspania czy zwykłego marudnego dnia w wykonaniu młodego. Tak jak dziś, miało być świętowanie dwóch miesięcy, ale Antek cały dzień marudził i na pięć sekund uśmiechu było dziesięć płaczu. Chyba coś zjadłam, bo synek rano zwymiotował i przez cały dzień nie bardzo miał ochotę zjeść porządnie. Teraz smacznie śpi, a ja próbuję pomimo zmęczenia zebrać myśli by coś tu skrobnąć. Przyznam, że na prowadzenie bloga nie mam na razie głowy. Jak są dobre dni (a takich na szczęście jest większość) to staram się jak najwięcej wychodzić z synkiem na powietrze, a wieczorem jak już śpi to wybieram towarzystwo męża lub poduszki i koca:) Kompa odpalam okazjonalnie, jak muszę zapłacić rachunki, zrobić jakieś zakupy, czasem coś poczytam, ale na pisanie nie mam jakoś ostatnio ani siły ani weny. Wybaczcie. Dziękuję za pytanie i troskę o nas, więc tak zupełnie nie znikam. Jeśli chodzi o Ancika to umie już bardzo fajnie trzymać główkę, szczególnie gdy leży na brzuszku, coraz bardziej interesują go zabawki, wodzi wzrokiem za zwierzakami na karuzelce i coś do nich gada po swojemu. Uwielbia też leżeć na macie edukacyjnej, kręci rowerki nogami, by rozbujać wiszące nad głową zabawki. Zabawa jest tak intensywna, że zazwyczaj na niej zasypia. Ma troje ulubionych przyjaciół: pierwszy to wielki zielony smoczek - najwspanialszy uspokajacz zaraz po ramionach rodziców, kauczukowa żyrafka - doskonała do gryzienia oraz pluszowa małpka - kocyk, która potrafi otulić do snu, a gdy trzeba jest świetnym towarzyszem rozmów;) Codziennie obdarza nas bezzębnymi uśmiechami, które rozbrajają nas w każdej sytuacji, nawet gdy stoimy w środku nocy zaspani i obsikani lub obsrani:) Lubi patrzeć nam długo w oczy i robić śmieszne miny czekając na naszą reakcję. Jak na dwumiesięczniaka jest bardzo silny, pręży się i wygina, zaskakuje nas ta jego siła. Chyba zamiast raczkować od razu zacznie chodzić. Serie okrzyków, które z siebie wydaje w naszym kierunku lub swoich zabawek daje nadzieję, że już wkrótce będziemy sobie gugać:) Zmienia się każdego dnia, już nie jest takim kruchym noworodkiem, tylko takim fajnym bobasem z reklamy. Długo mogłabym o nim pisać..., Antek jest po prostu super chłopak! A my przez te dwa miesiące oswoiliśmy się z nowymi obowiązkami i bycie rodzicem jest już tak naturalne jak oddychanie:) Zbliża się pora karmienia, więc zmykam do mojego ssaka kochanego. Pozdrawiam!
niedziela, 13 października 2013
Trzy tygodnie z Antkiem
To już trzy tygodnie, jak Antek jest po drugiej stronie brzucha, a dokładnie na brzuchu mamy, bo tu jest nadal najfajniej na świecie. Syneczek mamusi;) Mówimy na niego Ancik lub Tulek. Młody robi kupę za kupą, regularnie obsikuje swojego tatę podczas przewijania, uwielbia leżeć na brzuszku i zadzierać głowę do góry, najlepsze miejsce do spania tuż po karmieniu to oczywiście ramiona mamy lub taty, bo zimne łóżeczko jest zupełnie bez sensu. Generalnie nie lubi za długo spać w ciągu dnia, woli obserwować co się dzieje wokół niego, wyjątkiem są spacery podczas których ucina komara już w momencie wyjścia z klatki, a jeszcze chwilę wcześniej zanosi się płaczem podczas ubierania, bo czapka na głowie to największa kara;) Nie lubi skarpetek, najdłużej utrzymują się na jego stopach jakieś dwie minuty, a potem szukam ich na podłodze czy w łóżeczku, nie lubi też jak mu za ciepło, momentalnie się rozkopuje. Karmię go wyłącznie piersią i to uważam za mój pierwszy sukces - wychodzi nam to już bardzo sprawnie:) Po ukończeniu dwóch tygodni zważyliśmy Antka i waży już 3740, czyli odzyskał to, co stracił po porodzie i jeszcze trochę przybrał. Cieszę się strasznie, że mój pokarm mu wystarcza, oby jak najdłużej. On zyskuje na wadze, a ja tracę, do wagi sprzed ciąży zostało mi 2 kg, brzuch znika w zawrotnym tempie, dobry ssak mi się trafił:) Z każdym dniem jestem też coraz silniejsza, bo złapałam anemię i wychodząc z kliniki ledwo trzymałam się na nogach, a skórę miałam białą jak papier, ale już jest dużo lepiej, dupa też już nie boli, szwy zdjęte i wszystko ładnie się goi także wracam do normalności sama ze sobą:) Najbardziej zadziwia mnie moja twarz - dopiero teraz widzę jaka była zmieniona już na finiszu ciąży, nareszcie wyglądam jak ja. Nawał przeszłam na spokojnie, pierwsze dwa dni były ciężkie, ale potem jakoś udało się opanować sytuację, przystawiałam małego jak najczęściej, a z laktatora skorzystałam tylko dwa razy. Baby blues też był, ale taki delikatny, popłakałam sobie po prostu kilka razy i się uspokoiło. Prawdą jest to, co mówiły mi koleżanki z dziećmi, że opieka nad maluszkiem przychodzi naturalnie, większość rzeczy robi się instynktownie, nie trzeba okładać się fachowymi książkami, by przewinąć, wykąpać czy uspokoić własne dziecko. Zadziwiło mnie tylko to z jaką łatwością i pewnością i ja i mąż podnosimy czy nosimy Antka. Zawsze bałam się brać na ręce takie małe dzieci, bałam się, że coś zrobię nie tak i skrzywdzę takie małe ciałko, a przy własnym dziecku tego lęku w ogóle nie odczuwam. Czynności wykonuję pewnie, nie boję się, że mogę mu coś zrobić.
Antek jest super dzieckiem, sygnalizuje jak coś mu nie pasuje, albo czegoś potrzebuje, nie marudzi i nie płacze bez powodu. Uwielbiam jego miny tuż po karmieniu i pochrapywanie podczas snu, uwielbiam patrzeć jak rozkosznie zrelaksowany leży na moim mężu, albo w moich ramionach. Generalnie mogę patrzeć na niego godzinami, całować i przytulać tego słodziaka. Macierzyństwo jest wspaniałe. Czuję się spełniona, chociaż niewyspana:) Sen to jedyna rzecz, której bardzo mi brakuje z czasów sprzed Antka, ale już nie wyobrażam sobie naszego życia bez tego małego berbecia:) Są jeszcze chwile kiedy patrzę na niego i nie mogę uwierzyć, że naprawdę jest z nami i wtedy łza się w oku kręci. Łza szczęścia. Patrząc na niego nie pamiętam już tych sześciu trudnych lat. Na niego warto było czekać choćby i dwa razy tyle.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

