Wyobrażenie o ciąży, szczególnie tej wyczekanej, a rzeczywistość to dwie różne rzeczy. Utwierdzam się w tym przekonaniu każdego dnia. W marzeniach o odmiennym stanie jest przede wszystkim radość, że w końcu doczekałam się upragnionego dziecka, że tak fajnie rośnie maleństwo, a z nim mój brzuch (i piersi;)), że czuję pierwsze ruchy, że widzę je na usg itd. Nie ma tam miejsca na mdłości, skurcze nóg, zgagę, bóle pleców, czy zmienność nastrojów. Po prostu nie myślisz o tym marząc o dziecku. I tu chciałabym się zatrzymać właśnie przy wahaniach nastroju, bo o ile pozostałe dolegliwości, których doświadczam (tj. skurcze nóg, bóle pleców czy zgagę) mogę znieść i rozumiem, że po prostu muszę to przetrwać, tak z emocjonalną huśtawką trudno mi sobie poradzić. A nawet bardzo trudno ostatnio. Jakbym miała położyć na jednej szali czystą radość, a na drugiej, silny niepokój to ta druga byłaby dużo cięższa niestety. Mam, szczególnie ostatnio, takie dziwne dni, ponure dni, gdy nachodzą mnie czarne myśli, których nie mogę wywalić ze swojej głowy: a to, że lekarz czegoś nie zauważył, że z moim dzieckiem jest, coś nie tak, że usg też nie daje 100 proc. pewności, co do jego zdrowa, że kolejnych miesiącach może się jeszcze tyle nieprzewidzianych rzeczy przydarzyć, a każdy termin usg zamiast radosnego oczekiwania kojarzy się ze stresem, że w czasie porodu też tyle jest niebezpiecznych sytuacji. Aaaaaa głowa pęka od tych myśli. Ostatnio, jak się tak nakręciłam to przepłakałam, jak głupia cały dzień, nie mogłam się uspokoić. Zadzwoniłam do męża, by zerwał się z pracy i zabrał mnie gdzieś, bo oszaleję! Sama ze sobą nie mogłam wytrzymać, płakałam i przepraszałam mojego synka, że ma tak durną, histeryczną matkę! Wiem, że to burza hormonów i czas, w którym kobieta oswaja się z zupełnie nową sytuacją w życiu, ale nie sądziłam, że ja, która przez tyle lat walczyłam o to dziecko, doświadczę tak silnych negatywnych emocji w ciąży. Myślę sobie, że mój organizm przez płacz, momentami nawet histerię, odreagowuje teraz te wszystkie trudne lata walki o dziecko, podczas których musiałam się szybko zbierać do kupy i działać, nie było czasu na dłuższe rozczulanie się nad sobą. I wiem, że gdyby teraz coś złego spotkało mojego synka to pękłoby mi serce i już bym się z tego nie podniosła... I znowu mam łzy w oczach, to silniejsze ode mnie. Pozostaje mi mieć nadzieję, że te negatywne myśli są całkowicie irracjonalne i znajdę jakiś sposób na okiełznanie ich. Zawsze myślałam, że będę celebrować, każdy dzień ciąży, ale po takim przepłakanym, ponurym dniu marzę tylko o wehikule czasu, który przeniesie mnie do momentu, gdy mój syn będzie cały, zdrowy i bezpieczny w moich ramionach. Mam jednak świadomość, że moje zamartwianie się nie skończy się wraz z porodem, bo o dziecko rodzice drżą przez całe życie. Tak to już jest. I jak to mawia mój mąż, żeby mnie rozśmieszyć: masz kobieto, co chciałaś:) Chciałam i nadal chcę, więc biorę ten czas z jego jasnymi i ciemnymi stronami czekając z niecierpliwością na mojego synka!
***
Dygresja po burzowej nocy
Spania dziś nie było, pioruny strzelały przez kilka godzin, po każdym mocniejszym uderzeniu dostawałam kopa w brzuch i bynajmniej nie były to subtelne motylki. Ewidentnie Młodemu ta pogoda nie pasowała równie mocno, jak mnie:( A mój mąż chrapał obok w najlepsze. Zupełnie nie wiem jak on to robi, że nic nie słyszy. Zazdroszczę! Nie lubię burzy, nigdy nie lubiłam i coś czuję, że mój syn będzie miał to po mnie.
poniedziałek, 13 maja 2013
poniedziałek, 6 maja 2013
Już wiem, kto siedzi w środku...
Płeć tego mojego motylka przepowiedziało mi wiele osób, łącznie z mężem. Ja sama nie miałam większych oczekiwań, co do płci. Po tylu latach starań marzyłam tylko o zdrowym dziecku, więc każda opcja wzbudziłaby równie wielką radość. Na dzisiejszym usg połówkowym zobaczyliśmy bardzo ruchliwe, skręcające się w przedziwne pozy, ale co najważniejsze ZDROWE dziecko. A jest to nasz ...SYNEK:) Lekarz nie ma wątpliwości. Dorzucam fotkę, chociaż dziś dostaliśmy całą serię młodego w "częściach", na jednym siusiak, na drugim brzuch, na trzecim noga, a buzia tylko przodem (wygląda jak ufok:)), także takiej całościowej fotki nie mam. Łożysko jest nadal na przedniej ścianie, ale ruchy wyczuwam dobrze, a więc nie jest to żadną przeszkodą. Dużo emocji, jak na jeden dzień, przyznam, że denerwowałam się dziś trochę czekając na badanie (Aguś jeszcze raz dzięki za rozmowę:)) Teraz już dochodzę do siebie, a uśmiech nie schodzi mi z twarzy:) Czas zacząć myśleć o imieniu dla młodego. Cieszę się:)
niedziela, 28 kwietnia 2013
Mam motylka w brzuchu
Już teraz wiem, co miały na myśli koleżanki w ciąży, które mówiły o "motylkach w brzuchu". Od kilku dni sama ich doświadczam. Mam wrażenie, że młode znudziło się już pukaniem w brzuch i zajęło robieniem fikołków. Skojarzenie z motylkiem nasuwa się od razu. To jeszcze przyjemniejsze niż początkowe pojedyncze bąbelki. Najbardziej aktywne jest wieczorem i nad ranem. Lubię po przebudzeniu poleżeć chwilę i poczuć te przyjemne ruchy, od razu mam uśmiech od ucha do ucha. Pisząc ten post też fika:) Dziś zaczęliśmy 21 tydzień ciąży.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

