Dawno mnie tu nie było, ale niestety intensywność pracy w ostatnich tygodniach uniemożliwiła mi zaglądanie do sieci w innych celach niż służbowe. Doba za krótka zdecydowanie. Oczywiście odbyło się to na mnie - właśnie leczę się z anginy, którą nabyłam najpewniej przez stres, intensywność pracy, a co za tym idzie spadek odporności. A poza tym taki teraz czas na choróbska niestety. Muszę się wyleczyć, bo mój wyjazd już tuż tuż. Tylko to mnie jakość trzyma przy życiu. I oczywiście choroba przypadła na okres płodny, szkoda gadać... Nie ważne, robię na wszystko pauzę, ja chcę po prostu wyjechać, położyć się na ciepłym pasku i nie robić kompletnie NIC! Mam nadzieję, że te dwa tygodnie, jakoś uspokoją moje napięte do granic możliwości nerwy, bo już jestem na takim etapie, że otwierając rano oczy od razu wszystko mnie wkurwia i dałabym po prostu komuś w pysk! Wczoraj klęłam na czym świat stoi, a potem poryczałam się, bo nie mogłam otworzyć głupiej butelki! Ani liczenie do dziesięciu, ani medytacja już nie pomaga... Wczoraj też moja przyjaciółka urodziła swoje drugie, śliczne różowe dziecię, a mój brzuch jak był pusty tak jest. Czuję jedną wielką beznadzieję w Tym Temacie. W tej chwili nie mam siły i chyba już chęci by działać dalej... Może po powrocie z urlopu, spojrzę na to całe moje leczenie z dystansem i pomyślę, co dalej robić. Jakbym musiała podjąć decyzję dziś to chyba powiedziałbym pass niestety. Nigdy nie myślałam, że dojdę do takiego momentu, a jednak...
Odezwę się po powrocie, pozdrawiam Was. Trzymajcie kciuki bym była w mniej wisielczym nastroju!
środa, 3 października 2012
sobota, 15 września 2012
Odliczam dni do urlopu:)
Wyjazd zaklepany i opłacony:) Zostało dokładnie 30 dni - 14 października wyjeżdżamy na całe dwa tygodnie na słoneczny Cypr, tam gdzie bogini miłości Afrodyta wyłoniła się z morskiej piany :) Uparłam się i znalazłam fajną ofertę. Nie mogę się doczekać, wreszcie naładuję się witaminą D, bo mam niedobór. To wina pracy za biurkiem i braku urlopu od dwóch lat! Mamy plan by wynająć autko i zwiedzić ile się da, tylko mąż ma wielkie oczy na myśl o ruchu lewostronnym, który obowiązuje na Cyprze:) Przeczytałam, że wynajmowane auta są tam specjalnie oznakowane, aby miejscowi wiedzieli, że jedzie turysta i trzeba na niego uważać:) Ja niestety mu nie pomogę, jeszcze się prawka nie doczekałam, ale to historia na oddzielny post - żałość i rozpacz, WORDowscy egzaminatorzy robią co chcą żeby tylko oblać i wyciągać kasę na kolejne egzaminy, szkoda gadać. Ktoś powinien zrobić w tych instytucjach porządne kontrole. Ale nawet jakbym miała już prawko to i tak na Cyprze nie pojeżdżę, bo mogą tam tylko wypożyczyć samochód osoby, które mają prawo jazdy od co najmniej pół roku. Mąż więc będzie miał wyzwanie, może być śmiesznie:) Szukam właśnie jakiegoś fajnego przewodnika, który poprowadzi nas po atrakcjach. Wybraliśmy kameralny hotel z dużym ogrodem i prywatną małą plażą, nie chcieliśmy jechać do molocha usytuowanego w centrum rozrywki, tylko wyciszyć się i odpocząć. A jak się nam znudzi to do atrakcji jest tylko parę kilometrów. Oprócz tradycyjnego zwiedzania zamierzam namiętnie uprawiać turystykę kulinarną, połączenie kultur greckiej i tureckiej musi być ciekawe dla podniebienia:)
Sprawy staraniowe bez zmian, wizyty lekarskie załatwione, zapas leków mam, teraz myślę już tylko o urlopie i sprawach, które mam jeszcze do zrobienie przed nim. A tych jest sporo, szczególnie w pracy, i na tym się teraz głównie koncentruję.
Sprawy staraniowe bez zmian, wizyty lekarskie załatwione, zapas leków mam, teraz myślę już tylko o urlopie i sprawach, które mam jeszcze do zrobienie przed nim. A tych jest sporo, szczególnie w pracy, i na tym się teraz głównie koncentruję.
sobota, 1 września 2012
Jest trochę lepiej
Ogarniam się powoli z tego trudnego okresu, nie czuję się jeszcze super dobrze, ale już lepiej. Kolejna @ już za mną, czekałam na nią, jak na coś oczywistego i "nie zawiodła" jak zwykle. W poniedziałek mam wizytę u gina, powinnam być tydzień temu, ale nie miałam na nią sił, więc przełożyłam. Robił mi jeszcze ostatnio jakieś badania krwi, więc poznam wyniki. Zaczęłam biegać - to pomaga. Mój cel to trzy razy w tygodniu po 1h. Na razie plan realizuję. Zawsze wysiłek fizyczny pomaga mi w stresowych sytuacjach, jak pokłócę się z mężem to idę sprzątać, nie wiem czy on aby czasem tego nie wykorzystuje;) Przez pierwszy kwadrans biegu mam w głowie gonitwę myśli - i tych związanych z dzieckiem, badaniami, ale też listę spraw do zrobienia, a potem z każdą minutą głowa mi się wyłącza, słyszę tylko własny oddech, czuję strużki potu na plecach i po prostu biegnę. Czasem wyobrażam sobie, że biegnę do celu - tego upragnionego, wtedy automatycznie przyśpieszam:) Kurcze, naprawdę tak dużo zależy od tego, co siedzi nam w głowie. Po godzinie biegu czuję przyjemne zmęczenie, ale też to jak rozluźniły mi się mięśnie na twarzy, dopiero wtedy zdaję sobie sprawę, jak bardzo miałam zaciśniętą szczękę w ciągu dnia. I to jest taka godzina tylko dla mnie, bez męża, komórki, pracy, reklam krzyczących z telewizora... Taki moment zawieszony w próżni, którego bardzo potrzebuję. Moja praca dalej mnie wkurza, ale zajęłam się teraz jeszcze sprawami firmy męża i w sumie cieszę się z tej odmiany, choć to dodatkowe obowiązki. Poza tym myślę coraz intensywniej o zmianach w życiu zawodowym, mam pewne pomysły, ale ja jestem taka, że muszę wszystko dokładnie przemyśleć, zbadać z każdej strony, więc to jeszcze potrwa...;) Mam jeszcze takie wieczory, że płaczę w poduszkę i czuję straszną niesprawiedliwość, ale po takiej chwili rozczulania się nad sobą, biorę się w garść, czyli biorę garść przepisanych przez doktorka leków i mówię sobie "nie poddam się!". Wczoraj zrobiłam sobie prezent i kupiłam przepiękne buty na jesień - wydałam fortunę, ale nie mogę się na nie napatrzeć. Mam hopla na punkcie butów, jestem bardzo wybredna, tak rzadko zdarza mi się w sklepach znaleźć taką perełkę, więc jak już na nią trafię to nie mogę się powstrzymać. Najgorsze jest to, że nawet zawrotna cena mnie nie zatrzyma;) Ale co tam, człowiek musi mieć jakieś radości z tego życia, zawsze mogę sobie (i mężowi!) wytłumaczyć, że przeze mnie gospodarka kuleć nie będzie:) Z dobrych wiadomości jest też to, że w końcu ustaliliśmy z mężem termin urlopu - październik, wiem że późno, ale u nas nie jest to takie proste, by się dopasować. I mam już na co czekać:) Jak znajdziemy fajną ofertę to kierunek: Cypr!
***
Na życzenie Oli :)
Ale w nich to sobie nie pobiegam, za to z grubymi kolorowymi rajstopami i spódnicą "na mieście" będzie szał;)
***
Na życzenie Oli :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)


