Od sympatycznych koleżanek-blogowiczek dostaję zapytania: jak tam brzuchol i moje samopoczucie? Ano dziękuję bardzo za troskę, z każdym dniem czuję się coraz lepiej. Szwy już zdjęte, wszystko się ładnie goi, ale przedziwnie wygląda. Na moim brzuchu - jeszcze nieco posiniaczonym, można na upartego grać w kółko i krzyżyk. Z tym, że dwa krzyżyki są na stałe:) Po zdjęciu szwów blizny wyglądają, jak małe krzyże. Przedziwnie to wygląda, jeszcze na tle Wielkiego Tygodnia to można się nieźle zdziwić. Biorę to za dobry znak:) Czuję się coraz silniejsza, są momenty, że coś tam w środku mnie zaboli, zakuje, ale z tym da się żyć. Przez miesiąc biorę jeszcze lek na endometriozę, który usuwa takie zupełnie mikroskopijne ogniska. Po nim troszkę dziwnie się czuję, ale to tylko miesiąc, ważne żeby pomógł. Muszę powiedzieć, że po tej laparoskopii szybciej wracam do formy, niż po pierwszej. Ponoć tu ma znaczenie rodzaj znieczulenia. Poprzednio byłam w szpitalu, a teraz w prywatnej klinice - tu mają jakieś cudowne urządzenie, które bada czy głowa już śpi, by nie dać zbyt dużej dawki narkozy. Płacisz - masz:) Najważniejsze, że zasiądę do świątecznego stołu w dobrej formie. Ze zrozumiałych względów mój domek nie będzie sprzątnięty na błysk, ale już pomału sobie go porządkuję, ile zrobię będzie dobrze. Najważniejsze, żeby była rodzina, "zakocurzony" kąt nie ma takiego znaczenia:)
wtorek, 3 kwietnia 2012
środa, 28 marca 2012
Zirytowana i zadziwiona
Jak to możliwe by dwóch lekarzy tej samej specjalizacji mówiło co innego, irytuje mnie to i zadziwia jednocześnie. Właśnie wróciłam z wizyty u mojego gina prowadzącego, pokazałam mu opis zabiegu. Obaj panowie, na całe moje szczęście, są jednogłośni, że ten zabieg w moim przypadku był potrzebny, ale każdy ma inne zdanie odnośnie głównej przyczyny niepłodności. Ten, co wykonywał zabieg uważa, że to dno macicy, a z kolei mój gin jest zdania, że jednak endometrioza bardziej mi namieszała. I bądź tu pacjencie mądry! Nie wiadomo, który ma słuszność. No cóż, pozostało mi wierzyć, że któreś z tych schorzeń jednak było przyczyną, a że obie zostały wyeliminowane, więc zostało mi czekać na rozwój wydarzeń. Ale strasznie to wszystko frustrujące. Brzuch dalej boli, ale da się wytrzymać, ja wszystko zniosę byleby tylko przyniosło to upragniony efekt.
wtorek, 27 marca 2012
Nowa nadzieja?
Wróciłam ze szpitala obolała, z trzema dziurami w brzuchu ale z nową nadzieją. Aż boję się zapeszyć, ale w moim leczeniu ten zabieg jest krokiem milowym. Czy to się przełoży na upragnione dziecko? Zobaczymy, lekarz jest dobrej myśli, a ja aż boję się oddychać... Strasznie dużo emocji przez te dwa dni. Badanie zamieniło się w 1,5h operację metodą laparoskopową. Pierwsza diagnoza: endometrioza, ale na szczęście nie mocno zaawansowana, było cztery ogniska - wszystkie zostały usunięte. Druga diagnoza: łukowate dno jamy macicy. Lekarz naciął dno macicy by przywrócić mu właściwy kształt. I to właśnie, w jego przekonaniu, a nie endometrioza jest/było przyczyną mojej niepłodności. Teraz mam dwa tygodnie zwolnienia, by wszystko mi się pogoiło i miesiąc kuracji lekami. W następnym cyklu możemy zacząć się starać o dziecko. Lekarz uprzedził mnie jednak, że jeśli nadal nie będę zachodzić w ciążę to może czekać mnie jeszcze jedna operacja. Wytłumaczył mi, że nie można przesadzić z nacięciem dna jamy macicy, by nie zrobić krzywdy, lepiej robić to dwuetapowo, jeśli jeden raz okaże się za mało. Mam nadzieję, że nie będzie to konieczne, że wraz z wiosną, po pięciu trudnych latach, uda nam się powiększyć rodzinę. Wróciłam do domu z opisem i płytą, na której nagrana jest cała operacja. Oglądałam ją z lekarzem, który tłumaczył mi, co po kolei robił, do tej pory jestem w szoku, że to widziałam, że obejrzałam siebie od środka, to jest niesamowite przeżycie. Jestem lżejsza o 3 tys. zł, ale wierzę, że to dobrze wydane pieniądze. Lekarz jest bardzo drobiazgowy, dokładny, nawet robiąc mi przed zabiegiem usg, tłumaczył mi każdą kropeczkę na ekranie:) Wierzę, że tak samo dokładny był podczas zabiegu, zresztą sama widziałam, jak to wyglądało! Narkozę zniosłam tak sobie, poprzednio było podobnie, zachrypnięte gardło, co chwila odlatywałam i budziłam się. Nie pamiętam momentu, jak przynieśli mnie do pokoju, pamiętam tylko, że jak zobaczyłam przez mgłę męża to się popłakałam, nie wiem dlaczego, czy z ulgi czy z bólu. Mąż później powiedział, że po kilka razy opowiadałam mu to samo, cały czas pytałam czy już po zabiegu i liczyłam opatrunki na brzuchu:) Cieszę się, że już jestem w domu, we własnym łóżku, do pracy wracam dopiero po Świętach Wielkanocnych, do tego czasu powinnam wrócić do formy. Zabieg miałam wykonany w Dzień Świętości Życia i to biorę za dobry znak:)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
