niedziela, 8 stycznia 2012
Ciało pielęgnuję, bo jest domem duszy...
i gdy jest mi dobrze, moja dusza mruczy... Ach ta Maryśka Peszek wie, co śpiewa:) Właśnie wróciliśmy z czterodniowego pobytu w jednym z mazurskich kurortów SPA. W ciągu tych dni moje największe dylematy to: czy teraz popływać w basenie, pójść na saunę, wybrać się na masaż, wykonać zabieg na twarz, ciało czy pospacerować wśród lasów i jezior... Musiałam "męczyć się w tym luksusie" tyle czasu... normalnie ledwie żyję;) Ciało i umysł zrelaksowane, skóra niemowlęcia - tego potrzebowałam! Pobyliśmy z mężem spokojnie razem, bez dręczących myśli, bez pracy, czysty relaks! Teraz czas te zrelaksowane ciała wykorzystać. Dni płodne nadchodzą...;)
wtorek, 27 grudnia 2011
Podsumowanie roku
![]() |
| Mój plan - realizacja 2012! |
Rodzina nadal 2+0, wśród gwiazdkowych prezentów nie znalazł się ani jeden mały, słodki, różowy chłopczyk czy urocza dziewczynka. Nie było niespodzianki dla dziadków w postaci małych bucików, skarpetek i takich tam. Nie było łez szczęścia z powodu Bożonarodzeniowego osobistego cudu… Święta minęły jak zwykle, oszczędzono nam jedynie życzeń o szybkie powiększenie rodziny.
To nie był łatwy rok pod żadnym względem. To kolejny, piąty już rok starań o dziecko, który się kończy bez sukcesu, to wiele dokuczliwych badań i kuracji, to kolejna zmiana lekarza, to wiele przepłakanych nocy. To rok pełen huśtawek nastrojów, od wielkiej nadziei po totalne zwątpienie. Nieustanne balansowanie na linie z niemym pytaniem „Jak długo jeszcze…? A druga część do wyboru:...damy radę, ...będziemy mieć nadzieję, ...siłę, ...będziemy żyć w tej niepewności.
Na plus: cztery kilogramy na minus (efekt diety:)), widać jakiekolwiek efekty leczenia nowego gina - wyszłam z długotrwałego stanu zapalnego, poprawiła mi się odporność, dobry wynik biopsji i kontrolnego usg i mój blog ma już prawie rok, normalnie szok!! Ale co najważniejsze dalej trzymamy się z mężem razem, kochamy się i mamy wspólny cel!
Już za rogiem Nowy Rok, a z nim zawsze jakaś nowa nadzieja, że może ten będzie inny, wyjątkowy. Pożyjemy, zobaczymy… Może następne podsumowanie będzie na 2+1 lub 2+2 lub… czego i Wam dziewczyny życzę!
wtorek, 29 listopada 2011
I feel good... :)
Będę żyć;) wyszłam z bananem na buzi z usg piersi. To świństwo, co mi się zrobiło dużo się zmniejszyło i nie ma już tego niebezpiecznego litego wypełnienia, moja doktórka, którą wyściskałam za ten wynik, stwierdziła, że teraz już to wygląda jak klasyczna torbielka ufff. Żarłam wiesiołek na potęgę, bo wyczytałam, że on rozbija takie świństwa i chyba pomogło, no i sama biopsja też zrobiła swoje, bo w czasie badania próbowali mi to rozbić. Nie umiem opisać, jak wielka to dla mnie ulga. Można powiedzieć, że jestem obciążona genetycznie i dlatego mam takiego bzika z badaniami. Moja mama jest amazonką, wyszła z tej choroby zwycięsko, ale ja postanowiłam nigdy tych badań nie zaniedbać, bo moje piersi jeszcze mi się przydadzą, do wielu rzeczy, mam nadzieję:) Jednak, ze względu na sprawy z mamą, moja dr od usg, powiedziała, że chce mnie jeszcze zobaczyć za pół roku i jak kolejny wynik będzie równie dobry albo jeszcze lepszy to już potem kontrola raz w roku. Także wiesiołka nie odstawiam, co by jeszcze wynik poprawić. Teraz już czekam na @, na grudzień i do roboty, tej przyjemnej oczywiście, bo leczenie już skończone, śluz do mnie wrócił, nic tylko działać;)
James Brown za mną chodzi, szykuj się grudniu!!
James Brown za mną chodzi, szykuj się grudniu!!
Subskrybuj:
Posty (Atom)


