Długo milczałam, bo cóż tu pisać, że znowu mam leczenie, że znowu cykl mi zwariował, już mi się nie chciało ani Was, ani siebie tym zamęczać. Ot, takie życie. Myślałam, że po leczeniu wyjadę do spa, odpocznę, zrelaksuję się i może w końcu…, ale nie ma tak łatwo, jak widać. @ przyszła jak w zegarku i kolejna też. Doktorek już troszkę zaczął rozkładać ręce no, ale poskrobał się w głowę i wymyślił kolejne piguły, ech rzygam już tymi lekami, ale biorę, co mam innego robić. Humor kiepski, czekam na wiosnę. Dziś ktoś mnie spytał, czy po tylu latach jeszcze mam nadzieję. Sama często w duszy zadaję sobie to pytanie. Są chwile, gdy bardzo się boję, że nie doczekamy się naszego dziecka, najgorsze jest, gdy przychodzi miesiączka, momentalnie mam łzy w oczach i nic mi się nie chce, przez te kilka dni @ staram się jednak zmobilizować, bo wiem, że razem z tą cholerną miesiączką jest początek nowego cyklu i może już ten będzie owocny. Pomimo tylu lat trudnego leczenia, ja wciąż wierzę, że nie jesteśmy bez szans. I modlę się każdego dnia bym się nie myliła… Właśnie mam 3 dc, zaczynam od nowa.
wtorek, 21 lutego 2012
niedziela, 8 stycznia 2012
Ciało pielęgnuję, bo jest domem duszy...
i gdy jest mi dobrze, moja dusza mruczy... Ach ta Maryśka Peszek wie, co śpiewa:) Właśnie wróciliśmy z czterodniowego pobytu w jednym z mazurskich kurortów SPA. W ciągu tych dni moje największe dylematy to: czy teraz popływać w basenie, pójść na saunę, wybrać się na masaż, wykonać zabieg na twarz, ciało czy pospacerować wśród lasów i jezior... Musiałam "męczyć się w tym luksusie" tyle czasu... normalnie ledwie żyję;) Ciało i umysł zrelaksowane, skóra niemowlęcia - tego potrzebowałam! Pobyliśmy z mężem spokojnie razem, bez dręczących myśli, bez pracy, czysty relaks! Teraz czas te zrelaksowane ciała wykorzystać. Dni płodne nadchodzą...;)
wtorek, 27 grudnia 2011
Podsumowanie roku
![]() |
| Mój plan - realizacja 2012! |
Rodzina nadal 2+0, wśród gwiazdkowych prezentów nie znalazł się ani jeden mały, słodki, różowy chłopczyk czy urocza dziewczynka. Nie było niespodzianki dla dziadków w postaci małych bucików, skarpetek i takich tam. Nie było łez szczęścia z powodu Bożonarodzeniowego osobistego cudu… Święta minęły jak zwykle, oszczędzono nam jedynie życzeń o szybkie powiększenie rodziny.
To nie był łatwy rok pod żadnym względem. To kolejny, piąty już rok starań o dziecko, który się kończy bez sukcesu, to wiele dokuczliwych badań i kuracji, to kolejna zmiana lekarza, to wiele przepłakanych nocy. To rok pełen huśtawek nastrojów, od wielkiej nadziei po totalne zwątpienie. Nieustanne balansowanie na linie z niemym pytaniem „Jak długo jeszcze…? A druga część do wyboru:...damy radę, ...będziemy mieć nadzieję, ...siłę, ...będziemy żyć w tej niepewności.
Na plus: cztery kilogramy na minus (efekt diety:)), widać jakiekolwiek efekty leczenia nowego gina - wyszłam z długotrwałego stanu zapalnego, poprawiła mi się odporność, dobry wynik biopsji i kontrolnego usg i mój blog ma już prawie rok, normalnie szok!! Ale co najważniejsze dalej trzymamy się z mężem razem, kochamy się i mamy wspólny cel!
Już za rogiem Nowy Rok, a z nim zawsze jakaś nowa nadzieja, że może ten będzie inny, wyjątkowy. Pożyjemy, zobaczymy… Może następne podsumowanie będzie na 2+1 lub 2+2 lub… czego i Wam dziewczyny życzę!
Subskrybuj:
Posty (Atom)

